Wariatka recenzja spektaklu

Ona (Edyta Olszówka) ma 41 lat, On (Lesław Żurek) 30. Ona wykształcona lekarka, On biznesmen, który do wszystkiego doszedł własną pracą, a w biednej Rosji nosi w portfelu kilka tysięcy dolarów na drobne wydatki. Ona samotna, zdesperowana kobieta, początkowo w mniemaniu partnera przechodząca klimakterium. On z pozoru szczęśliwy mąż i ojciec. Poznają się na przystanku, Ona go zaczepia pytając o drogę, a tak naprawdę żąda od niego przysługi – naprawa kranu czy seks za pieniądze – czy to jakaś różnica dla mężczyzny? Życie lubi zaskakiwać – to może Ona spełni Jego prośbę.

Czytaj dalej Wariatka recenzja spektaklu

Broadway street recenzja

Mowa o znakomitych musicalach, których małe sceny, znajdujące się w centrum Warszawy, nie są w stanie wystawiać cały czas.

Cieszy więc to, że dochodzi kolejne miejsce godne polecenia, a inicjatorem pomysłu jest Jakub Wocial, który jak sam podkreślił, pragnie wspólnie z przyjaciółmi przybliżyć warszawiakom, a potem całej Polsce, najwybitniejsze dzieła sceny broadwayowskiej. Komputery Warszawa

Nic więc dziwnego, że w przedsięwzięciu „Broadway street” znalazły się perełki z musicali, takich jak: „Upiór w Operze”, „Love Never Dies”, „Koty”, „Les Misérables”, „Miss Saigon”, „Taniec Wampirów”, „Jesus Christ Superstar”, „Evita”, „Chicago”, „Burlesque”, „Wicked”, „Next to Normal”, „Mała Syrenka”, „Piękna i Bestia”, „Deszczowa Piosenka” oraz wiele innych.

Ilość piosenek jest niesamowicie duża, a twórcy zmieniają repertuar wraz z kolejnymi występami. Dzięki temu „Broadway street” może zawsze zaskoczyć widzów. Jednym wielbicielom musicali ta zmienność się spodoba, innym nie, ale trzeba przyznać, że jest to pomysł nowy, a dla mnie wręcz ciekawy. Pojawiła się nowa, odbiegająca od schematów idea.To rzadkość na polskiej scenie musicalowej, że artysta samodzielnie ustala repertuar i potrafi go zmienić nawet podczas koncertu. Laptopy poleasingowe Warszawa

W praktyce wypada to wręcz doskonale i sam kilka razy zostałem pozytywnie zaskoczony, zwłaszcza kiedy wokaliści flirtowali z widownią czy angażowali ją do swoich utworów. To jest właśnie to! Tego mi brakowało w musicalach TM ROMA, w której panuje sztywny podział na scenę i widownię. W końcu wykonywana na scenie piosenka ma nie tylko działać na zmysł słuchu, ale również na ciało. Na koncercie wokaliści wykonują utwory wzniosłe i melancholijne, ale także zabawne i żywiołowe, przy których aż ciężko usiedzieć.

Jakub Wocial jest najlepszym przykładem tego, że polscy artyści są w stanie śpiewać angielskie piosenki z niesamowicie miękkim akcentem i w niewymuszony sposób. Dzięki temu każda piosenka brzmi doskonale. Nie przeszkadza nawet przeplatanie angielskich wersji piosenek z tymi przełożonymi na język polski. Razem tworzą interesującą kompozycję, umożliwiającą zrozumienie tekstu, np. osobom starszym.

A skoro już mowa o wykonywaniu piosenek na scenie, to na pochwałę zasługują wszyscy artyści występujący na scenie Rampy. Jednak najciężej uwolnić się od utworów wykonywanych przez Jakuba Wociala, Łukasza Dziedzica czy też charyzmatycznej Holenderki Sanne Mieloo, wokalistów ze świetnym warsztatem i scenicznym magnetyzmem.

Przyjemnością dla oczu jest również bardzo udana gra świateł w teatrze i frenetyczni tancerze poruszający się w rytm śpiewanych piosenek.

Na zakończenie sobotniego koncertu Jakub Wocial pokusił się o zaśpiewanie „Bohemian Rapsody” grupy Queen, co oczywiście dla fana (jakim jestem) było ogromnym zaskoczeniem, tym bardziej, że dobre wykonanie tego utworu należy do rzadkości. Jego wersja tego utworu była tak dobra, że gdybym tylko mógł, to włączyłbym guzik nagrywania w swoim smartfonie, aby móc zarejestrować ten występ i odtwarzać w domowym zaciszu.

Uwierzcie mi, że gdybyście byli na moim miejscu, to może także walczylibyście z pokusą nagrywania, zwłaszcza, że marne są szanse na wydanie DVD z zarejestrowanym koncertem. Jednak regulamin teatru jest nieugięty (zakaz fotografowania, filmowania i nagrywania w czasie spektaklu). Tego typu zakazy to najsmutniejsza część doświadczeń z musicalami.

Niestety, w Polsce wybitne głosy, przedstawienia, nagrania giną po tych dwóch godzinach –  aż łezka pojawia się w oku, że nikt nie pomyśli o przyszłych pokoleniach „musicalomaniaków”. Tym większy wstyd mi za nas, że uwielbiamy słuchać w radiu utworów grupy Queen, a potem oglądać ich zarejestrowany występ, a sami nie wymagamy od polskich twórców płyt z nagranym wydarzeniem. Przecież tak tworzy się kulturę, w której figurują świetni młodzi twórcy, a tych na pewno zobaczycie na deskach Teatru Rampa.

Jeśli więc zasiądziecie na widowni kolejnych edycji koncertu i dacie się porwać, to piszcie do włodarzy tej placówki z nawoływaniem o częstsze wystawianie „Broadway street” oraz wydanie wszystkich piosenek na płycie CD lub materiału wideo. W końcu i u nas również lśnią gwiazdy najwyższego formatu.

Udając ofiarę recenzja spektaklu

„Udając ofiarę” to czarna komedia napisana przez współczesnych rosyjskich dramaturgów – braci Presniakow. Warszawski spektakl wyreżyserował Maciej Englert. Głównym bohaterem jest młody absolwent filozofii Wala (B.Szyc). Pracuje on jako osoba udająca ofiary podczas wizji lokalnych, przeprowadzanych przez funkcjonariuszy milicji na miejscach przestępstw. I tak, raz wciela się w postać kobiety, która wypadła przez okno, innym razem w utopioną dziewczynę i zastrzelonego na balu absolwentów mężczyznę. To specyficzne zajęcie, jak się potem okazuje, pozwala Wali oswajać swoje niepokoje i lęki związane ze śmiercią. Rozmowy ze zmarłym ojcem, to dowód ciężkiej kondycji jego psychiki.

Czytaj dalej Udając ofiarę recenzja spektaklu

Elektryczny parkiet recenzja spektaklu

Właściwie dramat psychologiczny. „Elektryczny parkiet” to opowieść o trzech siostrach, z których każda ma swoją własną historię. Kobiety od kilkudziesięciu lat nie wychodzą z domu, ponieważ w młodości przeżyły zawód miłosny. Dwie z nich były zakochane w gwieździe muzyki. Traktował je jak jedne z wielu, kolejne, a one pragnęły z nim przeżyć swój pierwszy pocałunek, „swój pierwszy raz”.
Czytaj dalej Elektryczny parkiet recenzja spektaklu

Szekspir wersji hip-hopowej

Przedstawienie w reżyserii Jerzego Klesyka przygotowane zostało w krakowskim Teatrze im. Słowackiego w 2009 r. – Chciałem przeżyć nową przygodę z Szekspirem, dotrzeć ponownie do jego tekstów, rozmawiać z nim o obsesji władzy, miłości, smutku i samotności, zazdrości i zdradzie, porażkach i pragnieniach sukcesów, zwątpieniach i nadziejach, o wielkości i upadkach człowieka – mówił przed premierą Andrzej Seweryn.

Czytaj dalej Szekspir wersji hip-hopowej

Gwedoline – Chabrier Emmanuel – opis opery

W akcie pierwszym widzimy Gwendoline, córkę mężnego Armela. Dziewczyna idzie wraz z innymi kobietami na pole. Mężczyźni zaś wypływają w morze. Gwendoline myśli o swoim śnie, w którym na jej rodzinną wioskę napadają duńscy wojownicy. Niestety, sen był proroczy. Dziewczyny uciekają do lasu jedynie Gwendoline biegnie, aby ratować swojego ojca. Odwaga i uroda dziewczyny zachwycają króla Duńczyków – Haralda. Ojciec mówi, że odda córkę, ale w głowie rodzi się mu plan zemsty.

Akt drugi został podzielony na dwa obrazy.  Laptopy polesingowe Kraków

W pierwszym obrazie widzimy dzień ślubu. Arnek u jego rycerze (Erik i Aella) chcą zaatakować tej nocy Duńczyków. Ojciec daje Gwendolinie sztylet, aby zamordowała swojego męża podczas nocy poślubnej. Niestety, dziewczyna pokochała swojego wybranka i nie chce tego zrobić. Nie chce również zawieść ojca. Na razie postanawia nic nie mówić mężowi, ale nakłania go do ucieczki. W nocy armia Armela napada na Duńczyków. Gwendoline daje miecz Haraldowi, aby mógł odeprzeć atak.

W drugim obrazie Duńczycy uciekają w popłochu do sowich łodzi. Harald broni się, ale jeden z ciosów Armela zadaje mu śmierć. W tym momencie Gwendoline zabiera sztylet swojemu mężowi i popełnia samobójstwo. Kochankowie wypowiadają ostatnią przysięgę i umierają. Armel jest zrozpaczony.