Twoja miłość zabija – Don Juan przedpremierowo

Bułgarscy artyści z Teatru Narodowego „Ivan Vazov” w Bułgarii zaprezentowali własną interpretację dzieła Moliere’a „Don Juan”.

Teatr Wielki zorganizował specjalny pokaz dla prasy, która mogła uczestniczyć w próbie sztuki, zaledwie kilka godzin przed premierą. Próby teatralne mają swoją specyfikę, dlatego reżyser nieskrępowanie dyskutował z krzątającymi się aktorami, tak więc z każdego kąta dochodziło ciekawe brzmienie bułgarskiego języka.

Na początku przedstawienia rozbrzmiewa delikatna muzyka i na scenie pojawia się młoda dziewczyna w czerwonej sukni oraz młodzian. Dziewczyną jest Dona Anna, która nie widzi mężczyzny, ponieważ ma zawiązane oczy. Mężczyzna dzwoni dzwoneczkiem, aby wskazać drogę Annie, a ona ze śmiechem próbuje go złapać. Scena pustoszeje i zostaje na niej sama Dona. Szczęśliwa daje się złapać w ramiona mężczyzny. Jednak nie jest to jej towarzysz zabawy, tylko Don Juan, wyznający jej płomienne uczucie. Dona Anna jest przerażona, odpycha go od siebie wołając: – Don Juan! Jesteś Don Juan i twoja miłość zabija! (…) Twoja miłość pachnie grobem!

Ta pierwsza scena sztuki pełna jest ekspresyjnej gry aktorskiej. Dejan Donkow, odtwarzający rolę Don Juana pełen jest energii, emocji, krzykiem wyraża miłość i nienawiść. Donkow pokazuje całą plejadę uczuć – szaleje po scenie, bawi się ze swoimi lokajami, nie ma litości dla kobiet, z których perfidnie szydzi. Kiedy jedna z jego opuszczonych kochanek rzuca się na niego ze szpadą, on zdejmuje płaszcz i udaje, że jest torreadorem, a biegnąca na niego kobieta rozwścieczonym bykiem. Laptopy poleasingowe

Don Juan jest tutaj gwiazdą. Dla niego jest splendor, kiedy porównuje się do Aleksandra Macedońskiego „zdobywcy”. Jest człowiekiem zepsutym, rubasznym, który potrafi beknąć i strzelić w twarz służącego, ale też uwodzicielem najlepszym z najlepszych. Don Juan nie przyjmuje ostrzeżeń swoich sług ani nawet własnego ojca. Jego ideologia życiowa stała się marką, symbolem – uwodziciel paraduje przed publicznością w szlafroku z własnymi, ogromnymi inicjałami – DJ, nie przejmując się bożą karą. Z resztą niby czemu miałby się przejmować, skoro „nie wierzy w niebo ani w piekło”?

Don Juan mówi ustami Donkowa: „Nie odmawiam niczemu, co jest godne miłości (…) Gdybym miał tysiąc serc oddałbym je wszystkie”. Pragnienie zdobywania kobiet urasta tutaj do ideologii, ale to pragnienie jest fatalne dla Uwodziciela, gdyż prowadzi go do najgorszych czynów: morderstwa, porwania, śmierci. Tematy miłości i śmierci niejednokrotnie ocierają się o siebie w spektaklu. Don Juan pyta Sganarela (w tej roli rewelacyjny, przezabawny Zachari Bacharow): „Chcesz abym zagrzebał się w uczuciu i umarł dla innych?”. Można to odbierać tak, że zdobywanie kobiet jest dla bohatera sztuki życiem czy sposobem na życie, wszystko inne jest pustką, śmiercią. komputery Warszawa

Bułgarscy aktorzy grają głośno. I z pasją. Nie szczędzą emocji. W pozornie dramatyczne sceny wpleciony jest komizm. Zabawna jest scena, w której Don Juan mówi, że został oczyszczony z zarzutów o morderstwo, i w tym samym momencie na jego postać spływa, niczym anielskie światło, piasek. Uśmiać się można także, gdy ten „wstrętny” rozpustnik kpi sobie ze zrozpaczonych kobiet, zostawiając przy nich służącego, a samemu dając drapaka w chórze chichotów. Trzeba przyznać, że ten Don Juan to istny chochlik, mały diabełek, kombinujący, co by tu jeszcze napsocić. I im większe dostaje gromy, tym jeszcze bardziej się rozkręca.

Spektakl jest dobrze zrobiony, dynamiczny, prawdziwy, Donkow nie daje ani na chwilę zapomnieć o sobie, latając w rozpiętej koszuli, strojąc miny, chichocząc, pozwala sobie nawet na słynne „You talking to me mother fucker?”, co już jest zabiegiem nieco szokującym.

„Don Juan” Aleksandra Morfowa jest jak powiew świeżego powietrza na scenie Teatru Narodowego, miło jest także posłuchać energicznego bułgarskiego języka. Ciekawe czy pozostałe spektakle Spotkania Teatrów Narodowych okażą się również tak interesujące i pełne niespodzianek?

Mam nadzieję, że dzisiejsza premiera zaskoczy wielbicieli teatru i dadzą się uwieść mocy Moliera. Morfowa. I wreszcie samego Don Juana.

Sylwia Włodyga

Jesteśmy częścią StacjaKultura.pl i ten tekst jest własnością serwisu.