Upiór uwiódł Christine… i poznańską publiczność.

Artyści przenoszą nas na paryską ulicę, gdzie Christine – dziewczyna w prowincji, sprzedaje nuty zupełnie przypadkowym przechodniom. Zostaje jednak zauważona przez hrabiego Phillipa de Chandon, którego urzeka głos dziewczyny. Hrabia postanawia polecić ją swojemu przyjacielowi Gerardowi Carrierowi, który pełni funkcje dyrektora Opery Paryskiej. Według Phillipa tylko Gerard może zadbać o rozwój kariery młodej dziewczyny. Jednak gdy Christine próbuje umówić się na spotkanie z dyrektorem, dowiaduje się, że został on zwolniony z pełnionych obowiązków, a władzę w teatrze objęli śpiewaczka Carlotta i jej mąż Cholet.

Christine zostaje garderobianą nowej primadonny. Wszystko, co dzieje się w teatrze, z ukrycia obserwuje Eryk, oszpecony i obdarzony talentem mężczyzna, który ukrywa twarz pod maską. Upiór Opery, bo tak nazywają Eryka osoby, które o nim słyszały, żyje w podziemiach teatru utrzymując kontakty tylko z Carrierem. Wkrótce okazuje się, że Carrier to ojciec
chłopaka. Pewnego dnia Eryk zachwyca się pięknym śpiewem, okazuje się, że to głos laptopy poleasingowe

Christine, głos, który przypomina mu jego matkę. Upiór skrywając twarz pod maską postanawia udzielać dziewczynie lekcji śpiewu, jednak zmiana na stanowisku dyrektora powoduje, że mężczyzna zaczynać czuć się niepewnie. Eryka uważa, że dzięki lekcjom śpiewu, to właśnie Christine ma najpiękniejszy głos i to ona, a nie Carlotta, powinna zająć miejsce primadonny. Wkrótce marzenie Christine i Eryka spełnia się. Dziewczyna staje w obliczu wykonania partii Tytanii.

komputery warszawa

Niestety nie jest tak łatwo… Carlotta podaje jej tajemniczą miksturę, aby skompromitować rywalkę. Po występku podstarzałej primadonny, Eryk postanawia zemścić się na niej. Okazuje się, że uczucie, którym Upiór darzy Christine nie jest nieodwzajemnione. Niestety, dziewczyna będę musiała zmierzyć się z tym, co Upiór ukrywa pod maską…

W spektaklu zobaczyć można rozpacz, romantyzm i tragedię, także tu bez morderstw się nie obejdzie. Jak to bywa w takich historiach zakończenie łatwo można przewidzieć.
Choć poznański „Phantom” nie jest przygotowany z takim rozmachem jak „Upiór w Operze” w Teatrze Muzycznym ROMA, choć scenografia jest uboższa i nie mamy tu do czynienia z muzyką Andrew Lloyd Webbera, to ten spektakl ma w sobie coś.
Scenografia, jak na warunki Teatru Muzycznego w Poznaniu robi ogromne wrażenie, przygotowana jest świetnie i dopracowana pod każdym szczegółem, uwagę zapewne przykuwają stroje artystów doskonale odzwierciedlające ówczesna lata. Jednak tym, co najbardziej przykuwa są sami artyści, a właściwie ich głosy: piękne, świetnie wyszkolone z wręcz idealną dykcją. Przyznać trzeba, że reżyser spektaklu, Artur Hofman, dobierając artystów trafił prosto w dziesiątkę.
„Phantom” już w listopadzie znów powraca na deski Teatru Muzycznego w Poznaniu.
Szczerze polecam. To dobra okazja, aby obejrzeć coś na naprawdę wysokim poziomie.
Jesteśmy częścią StacjaKultura.pl
autor tekstu; Rafał Grząślewicz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *