Elektryczny parkiet recenzja spektaklu

Właściwie dramat psychologiczny. „Elektryczny parkiet” to opowieść o trzech siostrach, z których każda ma swoją własną historię. Kobiety od kilkudziesięciu lat nie wychodzą z domu, ponieważ w młodości przeżyły zawód miłosny. Dwie z nich były zakochane w gwieździe muzyki. Traktował je jak jedne z wielu, kolejne, a one pragnęły z nim przeżyć swój pierwszy pocałunek, „swój pierwszy raz”.

 

Niewinne dziewczęta jeździły na koncerty swojego bożyszcza, pragnęły zostać z nim sam na sam i nienawidziły siebie nawzajem, bo rywalizowały o faceta. Zawiódł je obie, a one uciekły przed światem w zacisze swojego domu, unikały ludzi, nigdzie nie wychodziły, żeby nikt ich nie skrzywdził. Ich historie przytłumiły najmłodszą siostrę. Tragedia sióstr polegała na ich nieszczęściu i poprzez doświadczenia uniemożliwianie innym czerpania radości z życia. Spektakl pokazuje, jak inicjacja w dorosłe życie może wpłynąć na przyszłość człowieka i otoczenia.

W życiu kobiet pojawia się mężczyzna, Patsy. Nie jest on jednak traktowany jak człowiek. Kobiety mieszkają w małym nadmorskim miasteczku i Patsy przynosi im ryby. Siostry po części są już „zbydlenciałe”, wzajemne towarzystwo im szkodzi. Najmłodsza, Ada, jeszcze pracuje w fabryce, ma kontakt z ludźmi, ale historie sióstr ciążą na niej i nie pozwalają normalnie żyć. W Adzie podkochuje się Patsy. Pewnego razu siostry zapraszają wspomnianego mężczyznę do siebie jako gościa. Pożądają go i pragną go, chcą bliskości z nim. Czy to wydarzenie zmienia siostry? Czy to chwilowe zaspokojenie popędów i prawda wyzwolą siostry na zawsze? Komputery Warszawa

Przejmujący spektakl o psychice zranionych kobiet i samotnego mężczyzny został zrealizowany w ciekawy sposób. Każda z postaci opowiada swoją historię, tzn. wszystkie mówią o tym samym wydarzeniu, tylko z różnych punktów widzenia. Identyczne słowa użyte są w monologach, ta sama muzyka towarzyszy wypowiedziom przekazywanym w sposób ekspresywny. Czasami odnosi się wrażenie, że bohaterzy próbują ze sobą rozmawiać, ale im to nie wychodzi, ponieważ każdy mówi to, co chce. Widzimy brak porozumienia pomiędzy ludźmi, szczególnie bliskimi sobie, mieszkającymi pod jednym dachem. W spektaklu podkreślana jest potrzeba człowieka do komunikowania się z innymi. laurem.pl

Ta sztuka to bardzo dobre aktorstwo. Każda postać jest inna, ma cechy charakterystyczne. Aktorki grają całym ciałem. Przede wszystkim mimika twarzy (scena jest mała i można to zauważyć) wyraża uczucia, które przeżywają bohaterki. Gesty i ruch tylko potęguje przekaz. Postaciom wierzy się, są autentyczne. Przekaz słowny treści poprzez powtórzenia jest bardzo ciekawy. Każda z kobiet mówiąc to samo, stosuje inne zabiegi artykulacyjne. Zbyszek Zamachowski jako Patsy staje się „śmierdzącym” rybakiem i widz po prostu to czuje. Na jego twarzy również maluje się autentyzm. Jedyną wadą, jaką posiada Patsy jest nienaganna dykcja i poprawność językowa – trudno, żeby rybak tak pięknie mówił. Mimo wszystko, bohaterom po prostu widz wierzy.

Spektakl utrzymany jest w mrocznej atmosferze z dużą dozą melancholii i raz pojawia się piosenka z dawnych lat, kiedy siostry chodziły na zabawy. Śpiewa ją Zbyszek Zamachowski i robi to wrażenie. Jednak pojawienie się tego motywu pośród powagi i smutku zakłóca poważny odbiór opowieści. W tym momencie pojawiają się kolorowe napisy, światła – co jest kiczowate.

Muzyka jest zastosowana w sposób interesujący jako lajt motive przy historiach kobiet. Wpada w ucho i współgra z treścią, pomaga w jej przekazie. Scenografia skromna – tylko morze, utrzymane w odcieniach szarości, co idealnie pokazuje małe nadmorskie miasteczko, w którym mieszkają znudzeni życiem ludzie.

Najbardziej mi się podobały jednak stroje. Zawsze oddawały charakter i temperament bohaterk: na początku były to stroje w brudnych kolorach jakby podkreślać miały rodzaj depresji, ale zarazem charakteryzowały siostry – Breda to zła kobieta, ostra dyktatorka, Clara mimo wszystko została delikatną, wrażliwą blondynką, a Ada zakompleksiona, przytłoczona życiem a zarazem bojąca się go. Potem na scenie dwie bohaterki się przebierają w stroje z lat młodości. Ubrania te są w kolorowe, symbolizują młodość i radość, chociaż dalej jest zachowany charakter postaci. Bardzo lubię, kiedy aktorzy przebierają się na scenie przed widownią. Jest to trudne, bo należy zachować umiar, żeby scena nie stała się striptizem. W „Elektrycznym parkiecie” te sceny przez świetne aktorki zostały zagrane znakomicie – przebieranie, wracanie do przeszłości, bez elementów erotycznych. To słowa poruszały kwestie seksualne. Jednak dopiero aktorki w stroju budziły napięcie seksualne, szczególnie widać było je pomiędzy nimi. Bredę i Clarę łączy coś w rodzaju zafascynowania, może też odrobiny zazdrości o ciało, osobowość, charakter.   Zmiana stroju rybaka odbywa się już zdecydowanie z większym napięciem erotycznym, ale to tylko uwydatniło problemy psychologiczne kobiet.

„Elektryczny parkiet”, ponieważ kobiety tkwią w przeszłości, a najważniejszym momentem ich życia było spotkanie z gwiazdą muzyki, królem tytułowego parkietu. Wydarzenie to zmieniło życie bohaterek, a czy po latach stanie się coś, co wpłynie nanie? Czy siostry są w stanie wyrwać się spod jarzma wspomnień i zacząć normalnie żyć?

Katarzyna Jaroszewska jesteśmy częścią StacjaKultura.pl, a ten tekst jest własnością serwisu.

reżyseria  Andrzej Domalik
scenografia  Marcin Jarnuszkiewicz
kostiumy  Dorota Roqueplo
reżyseria światła  Prot Jarnuszkiewicz
muzyka  Włodek Pawlik
obsada: Breda Anna Chodakowska, Ada Dorota Landowska, Clara Halina Skoczyńska, Patsy Zbigniew Zamachowski

Bilety: normalny 70-60 zł, ulgowy 60-50 zł i wejściówka 25 zł

Czas trwania 1 godz. 20 min.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *