Otello recenzja spektaklu

Choć pięcioaktowy tekst dramatu został znacznie okrojony i przetasowany, pozostało z niego to, co najbardziej uniwersalne – gra uczuć i namiętności, w której dobro jest zawsze na straconej pozycji.

„Nie jestem tym, kim jestem”, słowa Jagona wypowiedziane w chwili szczerości (choć może tylko pozornej) zdają się być naczelną ideą całego spektaklu. Żadna z postaci nie jest tu jednoznaczna, każda mieni się i rozwarstwia jak w lustrzanym odbiciu. Lustra są z resztą główną częścią dekoracji, osiami sceny, nie tylko zwielokrotniającymi postaci aktorów, ale także izolującymi je od siebie nawzajem i od publiczności. Olsten koncentruje się na wielowarstwowości charakterów, każdy z nich rozszczepiając niby w pryzmacie. Nawet krystalicznie czysta u Szekspira Desdemona, w wydaniu Agnieszki Warchulskiej próbuje niejako skryć swą płochość i naiwność pod szatą (lub jej brakiem) zalotności i ufności w swą kobiecość. Choć jej słowa oddają wierność i pokorę, wypowiadane są tonem rozpieszczonej księżniczki, która przecież stworzona jest po to, by kochać, być wierną i tego samego oczekiwać w zamian. Druga ważna postać kobieca, Emilia, w oryginale nieco bezbarwna, tu nabiera bardzo żywych kolorów. Jako kobieta wyzwolona, jest świadoma, że światem rządzą mężczyźni i to oni popychają kobiety do występku, dlatego nie waha się zdradzać męża, który i tak dawno odrzucił ją jako kochankę. Laptopy poleasingowe Warszawa

Mężczyźni jawią się w tej inscenizacji jako bezwzględni, rządzeni ambicją władcy świata. Wszyscy uwikłani są w sieć zależności, w której każdy pragnie zyskać coś dla siebie. Bardzo ciekawie przedstawia się tu postać lepkiego od knowań Jagona (Mariusz Bonaszewski), którego ogarnia niezaspokojona żądza na wszelkich polach: ambicjonalnym (pragnie zająć miejsce Cassia), seksualnym (odrzucił żonę, słusznie, bądź niesłusznie podejrzewając ją o zdrady) i w końcu emocjonalnym (małżeńskie szczęście Desdemony i Othella jest dla niego do nie do zniesienia). Jego gra domysłów doprowadza Othella do szaleństwa, za co można być mu tylko wdzięcznym, bo szaleństwo w wykonaniu Jerzego Radziwiłowicza to prawdziwy majstersztyk aktorski (podobnie jak scena duszenia Desdemony).

Elementy egzotyczne w muzyce (wykorzystanie skal i instrumentów arabskich) wprowadzają atmosferę ciągłego napięcia, nie ma w tym spektaklu chwili wytchnienia od podejrzeń i intryg. Nieco rozpraszającym uwagę elementem jest ciągłe przemieszczanie się wspomnianych wcześniej luster, które izolując wybrane przestrzenie sceny, czasami utrudniają percepcję.

Trzeba przyznać, że „Otello” nie poddał się próbie rozbicia konstrukcji tekstu dramatu. To, co najbardziej esencjonalne i jakże bardzo aktualne również dziś, zostało przez reżyserkę wyeksponowane. Kwestie pełne wulgaryzmów brzmiały na wskroś współcześnie, zaś oderwanie akcji od oryginalnego miejsca (Wenecja-Cypr), pozwoliło Olsten wykreować postaci, z jakimi mamy na co dzień do czynienia – tych, którzy spiskują, tych którzy, ulegają, tych słabych i tych przebiegłych. Niejednoznaczne zakończenie spektaklu nie przynosi żadnego rozwiązania, zło nie zostaje potępione, a jedynie obnażone jako, to, które zaślepia pozornie nawet prawą duszę.

Karolina Kolinek

Jesteśmy częścią Stacjakultura.pl a ten tekst jest własnością tej witrny

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *