Widnokrąg recenzja spektaklu

„Tego, co ty widzisz, nikt inny nie zobaczy, choćby i widział więcej” – mówi do Piotra stary nauczyciel. Od najwcześniejszych lat życia niewidzialny cyrkiel zakreśla coraz to szersze koła osobistego widnokręgu człowieka. Im wyżej, im doroślej, im bliżej kresu, tym dalej sięga wzrok, tym odleglejsza linia spotkania nieba i ziemi. I można nawet nabrać pewności, że to miejsce, gdzie ziemia dotyka nieboskłonu, nie istnieje. Jest iluzją, na którą dojrzały, inteligentny umysł nie powinien dać się nabrać. Wtedy jednak na ratunek spieszy zapamiętane z dzieciństwa przekonanie, że stary Kaziuń doszedł – tam gdzie jest „nieba brzeg”. Tajemnica świata, odkrywana dzięki komunikowaniu sobie nawzajem naszych „widzeń”, pozostaje nienaruszenie nierozwiązywalna, mimo wysiłków całego sztabu przenikliwych intelektów i dzięki pamięci ocalającej tajemniczość. Widnokrąg jest niezmiennie realny.

Czytając powieść Myśliwskiego byłam, metaforycznie rzecz ujmując, całkowicie zatopiona w lekturze. Nawet czubek głowy nie wystawał mi sponad kart książki. Oglądając spektakl w reżyserii Bogdana Toszy znajdowałam się w tym samym stopniu pełnego zanurzenia. Wiele można by napisać o znakomitości tej inscenizacji, ale – by nie nadużywać słów – pozwolę sobie ująć ową znakomitość w krótkie stwierdzenie, że Widnokrąg rzuca na widzów swoisty dobry urok. Gra aktorów, dekoracje, kostiumy, światło i muzyka – wszystkie te cząstki tworzą harmonię, którą wchłaniamy w siebie z zapartym tchem. Z niesłabnącą przyjemnością. Z nienasyceniem i nadzieją na więcej.

Solidne brawa należą się Mikołajowi Roznerskiemu, odtwórcy roli Piotra. Postać to niezwyczajna, będąca i w środku zdarzeń, i jakby ponad nimi. Mieszkaniec, a jednocześnie posiadacz i dyspozytor wyobraźni, pamięci, z której wyłaniają się ludzie w dawnych sytuacjach i on sam sprzed lat. Tworzenie takiej kreacji scenicznej wymaga zapewne nieprzerwanie wytężonej uwagi i sporej wrażliwości artystycznej. A tego młodemu aktorowi nie zabrakło. Czaru, lekkości i humoru dodawały sztuce panny Ponckie (Hanka Brulińska i Agata Moszumańska) – trzpiotki o podejrzanej reputacji, nie do końca jednoznaczne, posiadające tę dziwną namiastkę „życiowej mądrości”. Właściwie niemalże każdy z bohaterów nacechowany jest po trosze tą mądrością, zazwyczaj niezauważalną na pierwszy rzut oka, ujawniającą swoją zaskakującą obecność dopiero we wspomnieniach.

Magię Widnokręgu wspomaga także muzyka. Nieco nostalgiczna, wypełniona jakąś tęsknicą, słowiańskością. Wraz z jej melodią rozsnuwa się po całej przestrzeni, po scenie i widowni, coś w rodzaju miłego smutku, zwanego niekiedy poetyckością. Ilustruje to doznawanie „bolesnej dotkliwości istnienia”, spoglądanie na minione i wciąż mijające życie ze „środka swego widnokręgu”. Po części z żalem, że przemija, ale również z poczuciem szczęścia płynącego z bycia na ziemi, graniczącej przecież z niebem.

Widnokrąg to spektakl, który trzeba osobiście przeżyć. Doświadczyć. Sprzyja pogrążaniu się w refleksjach i zadumaniach – jest więc niezbędny dla prawidłowego rozwoju naszych myśli. Dla ratowania nas biegnących szybciutko a niestrudzenie ku sukcesom obiecującej przyszłości, zatracających w sobie tę staroświecką umiejętność patrzenia dookoła, dostrzegania linii widnokręgu.

Katarzyna Łupińska

Jesteśmy częścią StacjaKultura.pl, a laurem.pl laptopy poleasingowe Kraków nas sponsruje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *