Darkroom recenzja spektaklu

W 2005 roku został nagrodzony „Paszportem Polityki”.  Wojcieszko z entuzjazmem zabrał się do pracy, w efekcie czego ten młody scenarzysta i reżyser wysnuł swoją własną, odrębną historię mocno osadzoną w realiach współczesnej Warszawy. Ta powieść obyczajowa traktuje o współczesnym świecie, w którym znajdujemy całe morze cynizmu i  samotności. Stykamy się z rzeczywistością, w której brak miłości, za to wszędzie panoszy się nietolerancja i różne fobie.
Jest to historia młodego, trzydziestoletniego małżeństwa borykającego się z wieloma problemami. Ciągła pogoń małżonka w poszukiwaniu pracy doprowadza go na skraj załamania nerwowego, powoduje ucieczkę w alkoholizm. Małżonkowie, Lena i Robert  oddalają się od siebie. Kryzys w małżeństwie pogłębia przyjaźń Leny z Łukaszem. Łukasz to młody, zagubiony człowiek poszukujący ciepła i miłości, zdeklarowany gej. Łukasz pozbawiony ciepła domu rodzinnego rzuca się wciąż w coraz to nowe romanse kończące się szybkimi rozstaniami. Nie ma domu i po każdym burzliwym zerwaniu wraca do swojej przyjaciółki Leny. Pomieszkuje u niej w kuchni na rozkładanej polówce. Łukasz dorywczo zarabia śpiewem w gejowskim klubie karaoke. Słynie zwłaszcza z brawurowych interpretacji piosenek Violetty Villas i Zdzisławy Sośnickiej. W rolę Łukasza wcielił się Rafał Mohr, który niezwykle subtelnie, a przy tym zabawnie kreuje swojego bohatera. Mohr bawi się stereotypem geja wzbudzając salwy śmiechu na widowni, ale nie przerysowuje tej postaci. Kolejną, niebanalną postacią jest dziadek Lenki, Stanisław. To wyklęty przez rodzinę playboy i cynik. Czuje się winny śmierci żony i w ramach pokuty staje się aktywnym żołnierzem Radia Maryja. Jednocześnie uwodzi „moherowe” damy. W tej roli wspaniale prezentuje się Jerzy Łapiński. Nie pozwolił sobie na banalne, karykaturalne przedstawienie swojego bohatera. Dzięki temu na scenie widzimy prawdziwą postać z krwi i kości, kogoś takiego moglibyśmy znaleźć we własnych rodzinach. Łukasz i Stanisław spotykają się w mieszkaniu Lenki, są skazani na swoje towarzystwo, młody gej i stary homofob. I w tym momencie rozpoczyna się przemiana Stanisława z wojującego radykała w tolerancyjnego przyjaciela. Niezwykle jędrne dialogi prowadzone między tymi dwiema postaciami puentowane lekko i zabawnie. To na Łukaszu i Stanisławie stoi cały spektakl, a para małżonków wypada przy nich dość blado.

Mamy  tu przedstawionych trzech dorosłych mężczyzn bez pracy, bez nadziei, bez przyszłości. Egzystują tylko dzięki wysiłkom Leny, jedynej pracującej zawodowo.  To dzięki jej sile i wytrwałości panowie nadal mają dach nad głową i namiastkę bezpieczeństwa. W tej roli widzimy Marię Seweryn. Ostatnią postacią tej sztuki jest  młody architekt ukrywający przed bliskimi swoją orientację seksualną. Jednak z w imię miłości ostatecznie wybiera swoją własną drogę, wspólne życie z Łukaszem.

witryna jest częścią StacjaKultura.pl i sponsoruje ją laptopy poleasingowe Kraków

Scenografia wykonana przez Marcelego Sławińskiego niezwykle prosta, oszczędna i to dobrze bo nie zakłóca odbioru sensu inscenizacji wyrażonego słowem. Bo to właśnie słowo jest w tej sztuce najważniejsze. Jeszcze raz pozwolę sobie przywołać Przemysława Wojcieszkę, który z wielkim wyczuciem, a jednocześnie swobodą operuje słowem. Jest to umiejętność niezwykle rzadko reprezentowana w polskiej sztuce.

Reasumując sztuka warta obejrzenia właśnie dla wspaniałych dialogów i monologów oraz piosenek „pełnych treści”.  Dla niezwykłego duetu doświadczenia i młodości (Łapiński i Mohr) oraz nadziei jaką odnajdujemy na koniec spektaklu. Nadziei na dialog ponad podziałami i fobiami, ponad pokoleniami.

autorka: Małgorzata Bulaszewska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *