Oczy Brigitte Bardot – recenzja – Fantasmagorie starszej pani

Na osiemdziesiąte urodziny Barbary Kraftówny Remigiusz Grzela napisał sztukę zatytułowaną „Oczy Brigitte Bardot”. W reżyserii Macieja Kowalewskiego została wystawiona 5 grudnia 2008 roku na deskach Teatru na Woli. Na premierę przyszli dziennikarze i celebryci, w zwykłe dni oglądają ją szkolne wycieczki, starsze panie i nieliczni już wielbiciele dobrego teatru.

Głowna bohaterka – Anastazja to łysiejąca staruszka z widocznym garbem, mimo swoich 108 lat nadal w duszy pozostała dzieckiem. Poznajemy ją z ekranu telebimu –  pomarszczona twarz, worki pod oczami, nierówny oddech, z trudem wypowiadane słowa. Z niepokojem patrzę na scenę i widzów. Nie do takich obrazków przyzwyczaiła nas kolorowa telewizja, reklama, w której piękne o wyprasowanych twarzach aktorki zachęcają do kupna kremu gwarantującego wieczną młodość. Jeśli defektów ich urody nie usunął jeszcze skalpel chirurga to w sukurs spieszą photoshopy. Czy po to idziemy do teatru, żeby po wygaszeniu świateł przed naszymi oczami pojawił się obraz jakiego oglądać nie chcemy? Niektórzy ze wzruszeniem ramion opuszczają swoje miejsca. Przecież nastała era młodych, to oni dyktują warunki, zdziecinniałe staruszki nie powinny zgłaszać swoich pretensji do życia, są passé.

Wynajem komputerów

Kolejna scena rozgrywa się w przestrzeni teatralnej. Nasza bohaterka jest emerytowaną nauczycielką muzyki, która z każdej pensji odkładała pewną sumę na realizację niedorzecznego – zdaniem jej córki – marzenia: podróży na Lazurowe Wybrzeże taksówką z własnym szoferem. Realizując marzenie, starsza pani z każdą chwilą młodnieje. Do swego mieszkania zaprasza szofera, który najpierw musi zdać egzamin – nie chodzi tu o jego predyspozycje zawodowe, ale intelektualne. Mimo iż szofer okazuje się typowym cwaniaczkiem, dla którego najbardziej liczy się kasa, pozyskuje sympatię starszej pani, bo tak samo jak ona kocha stare filmy. Podróż przez Europę upływa im w atmosferze wspomnień, gdzie zapamiętane sceny z filmów mieszają się z traumami dzieciństwa i wczesnej młodości. „Granica naszych możliwości to granica naszej wyobraźni” mówi pani Anastazja. Nie ma sensu więc dociekać, czy podróż naprawdę miała miejsce, czy tylko się naszej bohaterce przyśniła.  Przecież wszyscy mamy prawo pielęgnować marzenia…

Czy taka sztuka może wzbudzić zainteresowanie młodego widza? Czy potrafią to docenić szkolne wycieczki, dla których obecność w teatrze jest dopełnieniem porcji wrażeń po wizycie w fast foodzie i na trzydziestym piętrze PKiN? Na przekór moim niepokojom okazało się, że tak. Żywe dialogi, w których humor sąsiaduje z ponurą refleksją, wartka akcja rozgrywająca się przemiennie na ekranie dużego telebimu i samej scenie, wspaniałe kreacje aktorskie Barbary Kraftówny i Mariana Kociniaka, dobra muzyka i przemyślana scenografia to niewątpliwe atuty tego przedstawienia. Gorące brawa i wyciszone twarze ustawiających się w kolejce do szatni to podziękowanie za przeżycie, którego nie gwarantuje popkultura. Dobra sztuka powinna poruszyć do głębi i na długo pozostać w pamięci. Barbara Kraftówna rozmawiając z Remigiuszem Grzelą zaznaczyła: „to musi być coś optymistycznego o młodości, która się nie starzeje”. Ja tę sztukę odebrałam jako opowieść o starości, która nigdy nie przestaje być młoda. Myślę, że nie tylko ja…

„Oczy Brigitte Bardot” – Teatr na Woli im. T. Łomnickiego
reżyseria: Maciej Kowalewski
scenografia: Piotr Rybkowski
muzyka: Bartosz Dziedzic
kostiumy: Katarzyna Lewińska
Obsada:
Barbara Kraftówna, Marian Kociniak

Cena biletu: od 45-65 zł

Autorka Recenzji Anna Pycka
A wiecie, że ten blog to część StacjaKultura.pl i tekst jest tego własnością, a sposnoruje nas AMSO Rent Wynajem laptopów

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *