Upiór w operze – recenzja

Upiór w operze jest powieścią napisaną przez Gastona Leroux. W wielkim skrócie opowiada o Eryku (tytułowy Upiór), który jest oszpeconym człowiekiem. Mimo to jest on geniuszem muzyki, doskonałym architektem, zakochanym w Christine Daaé – dziewczynie, której pomaga ujawnić ukryty w niej talent. Christine myśli, że jest on „Aniołem Muzyki” zesłanym z zaświatów przez nieżyjącego już ojca. Jedynie Madame Giry, wie kim jest owy nieznajomy. W pewnym momencie, niebywale arogancka Pani, diva Carlotta postanawia zostawić spektakl, wtedy pojawia się promyk nadziei dla Christiny Daaé – zaczyna śpiewać. Zarządcy teatru są zdumieni, a młoda dziewczyna dostaje swoją szansę i szybko staje się gwiazdą. Wszystko jak w bajce, ale niespodziewanie pojawia się hrabia Raoula de Chagny – dawna miłość Christine. Młodzi nadal czują coś do siebie, a sam Upiór jest zazdrosny o wyżej wymienionego młodzieńca. Niestety, nie mogę zdradzić dalszych losów bohaterów i bardzo się z tego powodu cieszę, gdyż byłoby to bardzo krzywdzące dla tego musicalu. Moim zdaniem każdy powinien to zobaczyć, a dodam, że fabuła na pewno nieraz Was zaskoczy…

Powieść Gastona Leroux, została wielokrotnie zekranizowana, ale najsłynniejszą adaptacją jest ta stworzona przez Andrew Lloyda Webbera. To właśnie na podstawie tej adaptacji musicalu powstała pierwsza na świecie wersja autorska, a prawo do niej otrzymał właśnie teatr Roma. Oczywiście Andrew Lloyd Webber pomagał w castingu do owego spektaklu, ale cała resztą zajęli się ludzie pod przywództwem Wojciecha Kępczyńskiego. Pięciusetosobowa ekipa ciężko pracowała, ale trzeba przyznać, że końcowy efekt jest wspaniały. Przepych z jakim została wykonana sceneria, niesamowite tła, które potrafią się zmieniać w mgnieniu oka. Wyobraźcie sobie, że widzicie starą operę, zaniedbane balustrady i łączenia. Nagłe muzyka się ożywia, a refleksy świetlne przemieniają scenerię w jakby dopiero, co wybudowany gmach. Takich zabiegów jest więcej. Kolejnym przykładem, może być moment, w którym Upiór zabiera Christine Daaé do podziemi. W tle widać niesamowite schody, po których idą aktorzy. Wygląda to jakby było namalowane, a jednak jest prawdziwe. Na dokładkę wspomnę jeszcze o niesamowitej scenie płynięcia łódką do kryjówki upiora i poruszające się w tle w rytm muzyki świeczniki, którymi są ludzie! Biuro dyrektorów opery, Richarda Firmina i Gillesa Andrea, też jest bardzo okazałe i cieszy oko bogactwem detalu.Podnoszący się i spadający, pod koniec pierwszej części, żyrandol ważący 250 kilogramów także robi niesamowite wrażenie, zapierając przy tym dech w piersiach. Do tego dochodzą jeszcze sztuczki iluzjonistyczne. Wyobraź sobie, drogi czytelniku, że widzisz Upiora na dachu krypty, a zaraz potem jest on 5 metrów dalej. Zrobiło to na mnie niesamowite wrażenie, tak samo jak końcowa scena, w której Upiór siada na krześle i znika.Oczywiście na oddzielny akapit zasługuje gra aktorów. Tak, jak wspomniałem przy wybieraniu osób do tego spektaklu decydujący głos miał Andrew Lloyd Webber i trzeba przyznać, że ma on dobry gust. Damian Aleksander, Paulina Janczak, Marcin Mroziński, Jakub Szydłowski, Wojciech Dmochowski, Barbara Melzer, Tomasz Jedz, Anna Szteiner, Wojciech Paszkowski, Ida Nowakowska znakomicie wcielili się w fikcyjne postacie. Przykładowo diva Carlotta została odegrana perfekcyjne, aż czuje się zmanierowanie tej pani i jej bałwochwalstwo (tak, jak było w pierwowzorze). Delikatna Christine Daaé wydaje się taka niepozorna, a śpiewa i gra olśniewająco.

Wiadomo jednak, że rolę Upiora będzie grał również Łukasz Zagrobelny. Niestety, nie jestem wstanie powiedzieć jak on prezentuje się na scenie, ale mam nadzieję, że równie dobrze jak wyżej wymieniony Damian Aleksander. Analogiczna sytuacja jest z rolą Christine Daaé, gdzie oprócz Pauliny Janczak grają ową postać jeszcze Kaja Mianowana i Edyta Krzemiń. Do aktorów, których ja widziałem nie mam większych zastrzeżeń, a gromkie brawa i owacje na stojąco na koniec spektaklu tylko potwierdzają moje słowa.

Oprawa dźwiękowa nie ustępuję pozostałym elementom. Orkiestra pod batutą Macieja Pawłowskiego sprawuję się znakomicie. Doskonała muzyka przeszywa dogłębnie. W mocniejszych taktach nawet deski teatru drżały. Muzyka jest perfekcyjna, ale moim zdaniem najwspanialsza jest uwertura. Warto wspomnieć o śpiewie aktorów. Tutaj również prawie wszystko jest idealnie. Oczywiście Damian Aleksander, Paulina Janczak, Marcin Mrozińki i pozostali aktorzy znakomicie śpiewają swoje kwestie, ale – niestety – czasami gdy dwie osoby robią to jednocześnie pojawia się efekt kakofonii. Przez to niektóre słowa są niewyraźne. Mam nadzieję, że z czasem zostanie to poprawione

Stroje. Prasa szumnie pisała o tym, że uszyto aż 300 kostiumów i wyprodukowana 100 par butów. Trzeba przyznać, że Paweł Grabarczyk spisał się na medal. Ubrania są tak wspaniale wykonane, że aż bije od nich niesamowita jakoś ich wykonania. Materiał wydaje się być taki lekki, powabny, męki. Stroje są perfekcyjne skrojone i znakomicie wyglądają na aktorach. Moje oczy były tym wszystkich zachwycone. A światło dodatkowo ożywiało te kostiumy. Mnie przypadła do gustu biała suknia Christine Daaé, w której wyglądała jak anioł!

Jaki jest Upiór w operze? Jest godnym uwieńczeniem 10-letniej pracy Wojciecha Kępczyńskiego! Znakomita gra aktorów, niesamowita muzyka, wspaniałe scenerie i wiele, wiele innych elementów sprawia, że na spektakl ten powinien iść każdy, a na pewno się nie zawiedzie. Polecam serdecznie!

Powyższy tekst pochodzi z portalu StacjaKultura.pl, który jest jego właścicielem. Witryna jest utrzymana dzięki AMSO RENT Wynajem komputerów,  która dba, aby dobre teksty nie znikały z sieci.
Autor zdjęcia do tekstu: materiał promocyjny
Źródło zdjęcia:teatr roma

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *